Obsługiwane przez usługę Blogger.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biznes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biznes. Pokaż wszystkie posty

Wszystko wskazuje na to, że opieszałość rządu w walce z pandemią, inflacja i rewolucja podatkowa związana z wprowadzeniem Polskiego Ładu przyczynią się do tego, że tegoroczne święta będą najgorsze od czasu reformy prof. Balcerowicza. Rząd stał się zakładnikiem narodowców w nadziei, że ich głosy pozwolą im dalej rządzić. To bezpośrednio przekłada się na kompletną niemoc rządu w walce z pandemią i inflacją. Dzięki temu ponownie Polska ma największą umieralność na świecie w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. Jednocześnie bajki Glapińskiego o polskiej potędze i gospodarce, która jest najbogatsza od czasów zaborów stały się tragiczną farsą, a inwestorzy zastanawiają się czy to nie jest już ostatni moment, aby opuścić nasz kraj. 
 
Mimo tych faktów przedstawiciele PiS nie czują swojej odpowiedzialności za działania niezgodne z polską racja stanu. Wszystko co się złego dzieje to wrogie działania Unii Europejskiej. Coraz więcej ekonomistów uważa, że grozi nam dwucyfrowa inflacja i długookresowa zapaść gospodarcza.

Przyczyny (hiper)inflacji

Prezes Glapiński i premier Morawiecki, oceniając inflację w Polsce posługują się określeniem "inflacja importowana". To określenie pochodzi z czasów schyłku rządów Gierka. Gdy strajki wywołały galopującą inflację, tłumaczono to ludziom, że jest ona wynikiem drożejącej na świecie ropy naftowej. Podobnie jest teraz. Tylko, że jest to takie samo kłamstwo jak w PRL-u. Przy globalizacji i wspólnej walucie, czynnik inflacyjny jest niemal taki sam w całej Unii Europejskiej. Po to istnieje wspólna waluta. Korzysta z tego nawet Czarnogóra. Tylko w Polsce inflacja jest wyższa i to trzykrotnie. Nawet na Ukrainie nie ma tak dużej inflacji jak w Polsce. W kraju w który nie korzysta z przywileju bycia członkiem Unii Europejskiej, prezydent Zełeński mówi o planowanym zamachu stanu, gdzie jest prawdziwa wojna na granicy z Rosją, szaleje pandemia, a palec na kurku z ropą i gazem ma Putin. 
 
 

Zła polityka monetarna od 2015 roku

Na obecny stan polskiej gospodarki PiS pracuje od 2015 roku. To zwykły sabotaż. W imię walki o wzrost dzietności wprowadzono programy socjalne (m.in. 500+), przez co Polacy przejedli i przepili całą rezerwę finansową wypracowaną przez rządy PO-PSL. Rozdawnictwo pieniędzy nic nie dało w zakresie zwiększenia dzietności. 500+, przełożyło się jedynie na zwiększenie alkoholizmu i na powstanie rynku pracownika. 
 
W efekcie znacznie spadła efektywność pracy, o którą walczono od 1989 roku. Pracownicy mają wygórowane roszczenia finansowe, które nie przekładają się na ich wydajność. Jednocześnie wysokie średnie wynagrodzenie niewspółmiernie zawyżają duże zakłady państwowe, które nie są rentowne i w większości są dotowane przez państwo. Pracownicy tych spółek nie są wynagradzani za efekty pracy i wypracowany zysk, ale za polityczną dyspozycję względem rządu. To pracownicy tych zakładów są zapleczem związków zawodowych których przywódcy są w Zjednoczonej Prawicy. W tym samym czasie przedsiębiorstwa, które uczciwie płacą podatki (wykazują dochody) i utrzymują budżet są karane przez rząd płacą minimalną co bezpośrednio wpływa na inflację.




Polska nieprzyjazna przedsiębiorcom

Od 2015 roku Polska stała się krajem nieprzyjaznym przedsiębiorcom. Bezprawie. Aresztowania na polityczne zamówienia. Policja "zabezpiecza" dokumenty i aresztuje komputery firmy bez żadnego powodu. Najpierw zabierają potem szukają co można na nich znaleźć. Do inwigilacji poszukiwawczej wykorzystuje się najnowocześniejsze systemy szpiegujące, w tym Pegasus. Niemal wszyscy traktowani są jak złodzieje. Do tego wymusza się na nich haracz za prowadzenie działalności. Na tych zasadach są skłaniani do ponoszenia nieuzasadnionych wydatków. Mają kupować różnego rodzaju media, finansować partie polityczne, zatrudniać rodziny polityków i radnych. To są koszty, za które na końcu i tak płacą wszyscy konsumenci. Panuje przekonanie, że PiS jest jak mafia. Kto nie płaci na PiS będzie zlikwidowany, lub jak Discovery wypychany z naszego kraju jak migranci na granicy są wypychani do lasu, lub na bagna. Wprowadzenie za miesiąc, bez jakiegokolwiek vacatio legis, Polskiego Ładu jest najlepszym przykładem jak Państwo PiS traktuje Polaków - płatników podatków. Tym razem będzie to atak na wszystkich Polaków. 
 
Przecież podniesienie kosztów fiskalnych również odbije się na wzrost cen i wzrost inflacji nawet do 20 %. To się PiS-owi po prostu opłaca, a prezes Glapiński stwierdził, że jest zadowolony z takiej deprecjacji złotówki. Przypomina to samopoczucie ministra zdrowia, który jak widać również jest zadowolony z najwyższej umieralności Polaków od czasów II Wojny Światowej, najwyższej na całym Świecie. 
Tylko dlaczego oni niszczą Polskę?
 

NBP na usługach rządu

Art. 227 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej punkt 1 mówi: 
Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza. 
Miesiąc temu prezes Glapiński przyznał się, że NBP celowo wywołał inflację już pod koniec 2020 roku. Zrobił tak żeby na tym zarobić. W ten sposób kolejny przedstawiciel PiS łamie prawo i konstytucję. Zarządzając w sposób nieodpowiedzialny bankiem centralnym doprowadził do anarchii fiskalnej, a Polskę na skraj ruiny gospodarczej. W konstytucji nie ma nic o tym, że NBP jest własnością Kaczyńskiego do zarabiania pieniędzy.Teraz robiąc dobrą minę do złej gry Glapiński w TVP tłumaczy swojemu elektoratowi że hiperinflacja to nic złego i powinni się z tego cieszyć, bo będą coraz więcej zarabiać. Przypominamy, że emeryci i renciści dostali z powodu inflacji 3 % podwyżki, ale tylko ci najbiedniejsi.  
 
Na inflacji bezpośrednio zarabia prezes Glapiński i jego pracownicy, bo "zarabia" NBP. Sporo pieniędzy zarobiły również SKOK-i, ściśle powiązane z członkami PiS. 

 

III wojna światowa

Kolejnym powodem braku zaufania do Polski jest straszenie polexitem. Już w 2015 roku forsowano hasło że flaga Unii Europejskiej to szmata. Przez kolejne lata dominowała antyunijna i antydemokratyczna retoryka. Teraz gdy rządy Zjednoczonej Prawicy opierają się na faszyzujących narodowcach, retoryka Bąkiewicza stała się obowiązującą wszystkich członków PiS. Mamy do czynienia z wyścigiem kłamstw i kalumnii wylewanych na Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Biorą w tym udział nie tylko etatowi szczekacze, ale nawet PiS-owscy marszałkowie Sejmu, prezes Glapiński, premier Morawiecki. Od dawna słyszymy, że oni już nie chcą być w Europie.Teraz informują swój elektorat, że Polska jest okupowana przez Unię Europejską, a Bruksela doprowadziła do III Wojny Światowej z Polską. 
 
Podkreśla się przy tym słabości USA. Do połowy listopada 2021 roku nic złego nie mówiło się o Putinie i Łukaszence, mimo że już wcześniej działy się różne niepokojące wydarzenia na granicy z Białorusią. Swojej sympatii do tych dyktatorów nie kryje główny kastet Kaczyńskiego - Bąkiewicz. Coraz więcej dziennikarzy porównuje struktury polskich nacjonalistów do zielonych ludzików organizowanych przez OMON. Imponuje im w jaki sposób rozprawiają się oni z każdym przejawem sprzeciwu władzy. Bąkiewicz, który jest utrzymywany przez PiS z pieniędzy polskiego podatnika, ma coraz więcej do powiedzenia w Zjednoczonej Prawicy.
To źle wpływa na postrzeganie Polski przez inwestorów.


Ustawka na granicy?  

Wojna PiS z Niemcami, Czechami, Unią Europejską jest sygnałem dla Rosji i Białorusi. Przypomina to okres przed zaborami. Z zewnątrz widać, że Polska to słaby kraj, w którym panuje bezprawie. Władzę sprawuje nieodpowiedzialny rząd, a do tego jest osamotniona i bezbronna, z uwagi na brak sojuszy. Taka jest optyka naszego kraju na wschodzie. Można powiedzieć, że PiS świadomie sprowokował Łukaszenkę do burd na granicy z Polską. To przez rząd Morawieckiego Polska stała się państwem poza Unią Europejską. Do tego doszły ataki słowne na członków NATO - Niemcy i USA, a aktyw bojowniczy PiS-u po raz kolejny pokazał, tym razem w Kaliszu, swoją nienawiść do Żydów. Pokłosiem tej sytuacji wokół Polski stała się ustawka graniczna z Białorusią. Nie pomogli "sprzymierzeńcy" Kaczyńskiego - Erdogan i Orbán, którzy mają świetne interesy z Rosją i Białorusią. 
 
Dopiero włączenie się w konflikt Unii Europejskiej zaczęło łagodzić sytuacje.Oczywiście PiS chce na tym jak najwięcej  zyskać. Chcą nadal zarządzać tym kryzysem. Nie pozwalają, aby na granicy, od strony Polski byli obecni dziennikarze i organizacje charytatywne. Nie chcą też mieć obserwatorów z Frontexu i z NATO. Jednocześnie na spotkaniu grupy Wyszehradzkiej na Węgrzech bezkrytyczne przysłuchują się wypowiedzi Orbana, który zgodnej z wytycznymi od Putina, winą za ustawkę graniczną obarcza Unię Europejską i NATO. Od tygodnia do działań rządu doszło żądanie od Brukseli, aby "zapomnieli" o łamaniu prawa w Polsce i działaniach niezgodnych z prawem Unijnym, nawet o katastrofie ekologicznej w kopalni Turów. PiS jakby nic się nie stało, chce w dalszym ciągu wyciągać rękę do Brukseli po pomoc i opluwać ją umizgując się do Putina. Zgodnie z ostatnimi relacjami CNN od strony Białoruskiej, coraz więcej analityków widzi, że w tej ustawce, oprócz interesów Łukaszenki i Kaczyńskiego, chodzi głównie działania odciągające uwagę od sytuacji na granicy Rosyjsko - Ukraińskiej. 
Taki obraz Polski i wokół niej nie zachęca do prowadzenia interesów w tej części Europy. 


Badania wzrostu cen

Oczywiście oprócz kosztów związanych ze wzrostem cen prądu, gazu i paliwa, przeciętnego Kowalskiego interesują ceny artykułów spożywczych w sklepach. Również dla analityków rynku okres wzrostu inflacji daje sporo informacji o sprzedawcach. Można zauważyć, że pogłębia się coraz bardziej rozbieżność cenowa oferty miedzy drobnym handlem lokalnym, a siecią dyskontów. To oni wyraźnie wykorzystują inflację do podnoszenia cen i marży sprzedawanych produktów. Nic dziwnego robią to żeby zachować rentowność i pokryć ciągle rosnące koszty prowadzenia działalności. Koszyk zakupowy jest w nich o wiele droższy niż w marketach, a nawet w sklepach internetowych. Mimo możliwości handlu w niedzielę sklepy osiedlowe są coraz częściej likwidowane. W to miejsce pojawiają się sklepy w ramach franczyzy, głównie sklepy sieci Żabka, w których ceny są niewiele niższe od sklepów osiedlowych. Analiza cen w sklepach wielkopowierzchniowych pokazuje, że starają się one maksymalnie opóźniać wzrost cen związanych z inflacją.

 

Koszyk cenowy

Z uwagi na koszy logistyki i dowozu internetowe sklepy spożywcze mają zdecydowanie najwyższe ceny. Wyselekcjonowany przez ASM Sales Force Agency koszyk zakupowy kosztował u nich w październiku 2021 roku 255,92 zł. Wśród marketów w ubiegłym miesiącu najniższe ceny odnotowano w sieci Auchan. Koszyk zakupowy był tam tańszy o 22 % i kosztował 198,04 zł. Co ciekawe ceny towarów, które były w koszyku zakupowym w Auchan były w październiku 2021 roku niższe o 13,94 zł od tych z października 2020 roku i o 6,43 zł w porównaniu z wrześniem 2021 roku. Kolejne miejsca zajmują Lidl 218,45zł, Biedronka 219,59 zł, Makro C&C 220,05 zł, Carrefour 223,97 zł, Kaufland 225,25 zł. Pozostałem markety miały ceny powyżej średniej wartości koszyka, który w październiku 2021 roku wynosił 226,81 zł. Licząc rok do roku największy spadek cen odnotowano w Makro i wynosił 17 zł. Z tej analizy wynika, że markety chcą najniższymi cenami przyciągnąć do siebie klientów. W imię zasady: klient zadowolony poleci sklep pięciu następnym. Niską marżę na podstawowych artykułach zaliczanych do koszyka cenowego markety rekompensują na innych towarach.
Na 41 badanych produktów, aż 19 miało najniższą cenę w Auchan. 5 było w Makro, 4 w Biedronce, 2 w E.Leclerc. Najwyższe ceny odnotowano: 14 w sklepach internetowych, 10 w E.Leclercu, 8 w Tesco. 
 
Z tej analizy wynika, że jedynie wielkopowierzchniowe supermarkety dają szansę na złagodzenie skutków inflacji.
 

 

Metodologia

Badaniu poddano 41 produktów w 10 kategoriach asortymentowych: chemia domowa i kosmetyki, mrożonki, wędliny, nabiał, mięso, produkty tłuszczowe, słodkie, używki, alkohol, dodatki. Badano po 5 sklepów z każdej sieci w 12 miastach w Polsce.
 
 
 

Jak GUS mierzy się inflację

GUS mierzy inflację podobnie jak to jest w przypadku koszyka zakupowego ASM Sale Force Agency. 
Miernikiem inflacji jest w tym przypadku wskaźnik cen konsumpcyjnych. Zasady metodologii wyznacza ONZ. W Polsce to GUS dokonuje weryfikacji, opracowuje listę towarów i usług analizowanych w badaniu. Typuje obszary, gdzie będą badane ceny. Wyznacza punkty zbierania notowań: sklepy, markety, centra handlowe, apteki, stacje benzynowe, punkty usługowe itp. GUS sporządza listę 340 elementarnych wydatków konsumpcyjnych składających się na koszyk inflacyjny, obejmujących 12 działów: żywność i napoje bezalkoholowe, napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe, odzież i obuwie, koszty użytkowania mieszkania lub domu i nośniki energii, zakupy związane z wyposażeniem mieszkania i prowadzeniem gospodarstwa domowego, wydatki na zdrowie, transport, łączność, rekreacja i kultura, koszty związane z edukacją, wydatki na restauracje i hotele, inne towary i usługi.
 
Koszyk inflacyjny przygotowywany przez GUS ulega corocznym zmianom. To w przypadku podporządkowania jego struktur partii rządzącej jest z pewnością obszarem ułatwiającym dokonywanie manipulacji. Dla rządu jest to ważne, bo w oparciu o inflację wyliczoną przez GUS dokonywane są rewaloryzacje rent i emerytur. W 2021 roku rewaloryzacja rent i emerytur wyniosła 3,84 %, a w 2022 ma wynieść 4,89 %. Tym czasem inflacja w 2021 roku ma wynieść około 9 %, a w 2022 około 20 %. Przypomnijmy, że same koszty utrzymania mieszkania prąd i gaz zdrożały i zdrożeją ponad 20 %.  
To dla rządu kolejny czysty zysk, z postępującej inflacji. Mogą swobodnie dzięki polityce NBP i GUS okradać najsłabszych.
Z pewnością Boże Narodzenie 2021 roku będzie wyjątkowo smutne. 

 #inflacja #inflacja importowana #koszyk inflacyjny #koszyk zakupowy #GUS #denominacja złotego
 
 

Inflacja importowana, koszyk zakupowy


Ubezpieczenie zdrowotne to zupełnie coś innego niż ubezpieczenie chorobowe. Warto o tym wiedzieć podejmując się pracy nakładczej, na własny rachunek. Ubezpieczenie zdrowotne finansuje poprzez NFZ naszą służbę zdrowia, natomiast ubezpieczenie chorobowe ma na celu wspierać ubezpieczonych zasiłkami chorobowymi, czy macierzyńskimi.

Teoria, a praktyka

Koronawirus obnażył kondycję naszej służby zdrowia. Niedofinansowana, źle zarządzana. Najgorsze, że PiS niszcząc poprzednie reformy zdrowia chciał wprowadzić zasady PRL-u i ręcznie zarządzać wszystkim. W efekcie wprowadził korupcję i niekompetencje kolejnych ministrów. Przykładem może być rewolucja w zarządzaniu Warszawskim, czy Płockim oddziałem pogotowia ratunkowego na przełomie 2020 i 2021 roku. Nowe kierownictwo całkowicie się pogubiło. Na ratunek zamiast dystrybutorów przyjęto terytorialsów, a ludzie umierali przed szpitalami lub z braku karetek. Poprzez złą organizację służby zdrowia, sanepidu, który zawiesił dochodzenia covidowe doprowadzono do śmierci 80 tys. Polaków, zmarłych na COVID-19 i co najmniej 40 tys. osób zmarłych z powodu blokady możliwości leczenia na inne choroby. W tym czasie setki milionyów złotych poszły na "maseczki", których nikt nie widział, respiratory, które najprawdopodobniej były urządzeniami do podsłuchów, i szpitale narodowe, które nie przyjmowały chorych, a jedynie co robiły to podkradały szczepionki przychodniom i wyspecjalizowanym punktom szczepień organizowanych przez samorządy lokalne. Na to rząd Morawieckiego wydał co najmniej 850 milionów złotych. Teraz PiS wykonał PR-owski krok wyprzedzający by odrzucić uwagę od korupcji i niegospodarności swoich ministerstw. Nazwał go Polskim Ładem. Brak tylko stalinowskich piosenek.
 

Ukryte oszustwo

Niedawno zaczepił mnie podniecony sąsiad-rencista, słowami, że nam, osobom pracującym na własny rachunek, Morawiecki daje coraz więcej pieniędzy. Według niego co chwila płyną nam do kieszeni kolejne pieniądze. Najpierw z tarcz kryzysowych, a teraz zwalnia się nas z płacenia podatków. Dyskusja z sąsiadem nie ma sensu. Nie zrozumie on, że jego 13. i 14. renta nie pokryje galopującej inflacji, a jego kwota wolna od podatku to jedynie zamiana podatku dochodowego na podatek zdrowotny. Nieświadomy swojej sytuacji sąsiad-rencista nie jest zauważył, że organ rentowy z jego renty brutto zapłacił w ubiegłym roku ponad 1257 zł na jego ubezpieczenie zdrowotne. W tym czasie pobrano od niego tylko 975 zł zaliczek na podatek dochodowego. Z tego co mówił Morawiecki w przyszłym roku ubezpieczenie zdrowotne zdrożeje o 20 % i będzie wynosić 9%.  Czyli na ZUS sąsiad zapłaci 1508 zł i nie będzie mógł ich odliczyć od podatku dochodowego. W ten sposób sąsiad rocznie "zarobi" więcej 723 zł. Niestety sąsiad to złota rączka i ma zarejestrowaną działalność gospodarczą. Zarabia na usługach, grosze, które ledwo co pokrywają składkę zdrowotną. Co roku po rozliczeniu rocznego PIT dostaje zwrot nadpłaconej składki zdrowotnej. W przyszłym roku nie wiadomo ile będą płacić na ubezpieczenie zdrowotne osoby, które dorabiają sobie poza pracą, lub świadczeniem emerytalnym czy rentowym. Wiadomo jednak, że coś zapłacą. Z tego co mówił Gowin będzie to ryczałt taki jak przypadku podatku liniowego i płatników rozliczających się kartą podatkową. Pewnie będzie 9 % ale nie mniej niż tak jak dziś 381,81 zł. Co gorsza kwota ta nie będzie podlegać odliczeniu w zeznaniu rocznym. W ten sposób sąsiad zamiast zyskać 723 złote, straci rocznie blisko 3 860 zł.
 
 

Likwidacja składek na ZUS

Należy przypomnieć, że jak PiS doszedł do władzy zapowiedział dobrowolne składki na ZUS dla wszystkich. Pisaliśmy o tym wcześniej, podobnie jak o niesprawiedliwym wyliczeniu wysokości składek na ZUS dla przedsiębiorców według średniej pensji Obajtków, zatrudnionych w spółkach skarbu państwa. Już samo postawienie na jednym przeliczniku pensji oligarchów PiS z dochodami fryzjerki, która niemal cały rok miała zamknięty salon jest przestępstwem do jakiego dopuścił się rząd Morawieckiego. Oczywiście nie jesteśmy za niepłaceniem składek na ubezpieczenie zdrowotne, czy chorobowe, ale w czasach koronawirusa i postpandemicznych należy skupić się na radowaniu skarbu narodowego jakim są Polacy płacący podatki. Oczywiście rozumiemy intencję prawodawców by skończyć z umowami śmieciowymi, ale nie można przy okazji niszczyć drobnych przedsiębiorców.

Czemu służy ubezpieczenie zdrowotne?

Sami pracownicy ZUS mówią, że ubezpieczenie zdrowotne nie jest składką ZUS-owską. Również ludzie często mylą składkę na ubezpieczenie zdrowotne ze składką chorobową. Nieświadomość tej różnicy może okazać się bolesna, zwłaszcza dla pracowników pracujących na śmieciówkach, którzy zapominają że ich obowiązkiem jest skorzystać z dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego. Ubezpieczenie chorobowe to nie jest ubezpieczenie zdrowotne! W uproszczeniu ubezpieczenie zdrowotne daje możliwość bezpłatnego leczenia się w refundowanej służbie zdrowia. Ubezpieczony może korzystać za darmo z przychodni NFZ, opieki ambulatoryjnej i szpitalnej. Wprawdzie składki na ubezpieczenie zdrowotne pobiera ZUS, ale przekazuje je w całości do NFZ.
 

Ubezpieczenie chorobowe

Ubezpieczenie chorobowe, które pobiera ZUS jest gromadzone na indywidualnym koncie ubezpieczonego. Zabezpiecza ono środki na utrzymanie ubezpieczonego podczas jego choroby, czyli w czasie wypłacania mu zasiłku w okresie zwolnienia lekarskiego, jak również zasiłku macierzyńskiego. Każdy, kto opłaca składki na ubezpieczenie chorobowe, zapewnia sobie prawo do płatnego zwolnienia lekarskiego. Zasiłek chorobowy przysługuje również rodzicom chorego dziecka, jak również współmałżonkowi w przypadku, gdy taka opieka jest niezbędna. W przypadku dłuższej choroby z ubezpieczania chorobowego jest wypłacany dodatkowo świadczenie rehabilitacyjne. Zasiłek macierzyński jest wypłacany na każde urodzone dziecko, lub dziecko przyjęte na wychowanie.
 

 

Ubezpieczenie chorobowe obowiązkowe i dobrowolne

O ile składka na ubezpieczenie zdrowotne jest zawsze obowiązkowa, to z ubezpieczenia chorobowego już teraz mogą niektórzy zrezygnować. W przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę ubezpieczenie chorobowe jest zawsze obowiązkowe. Prawo wyboru mają osoby zatrudnione na umowę-zlecenie lub prowadzące własną działalność. Takie osoby muszą same zadbać o przyłączenie się do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego lub pogodzić się z ponoszeniem ryzyka braku takiego ubezpieczenia. Wówczas nie będzie im przysługiwał zasiłek chorobowy, czy macierzyński. Nie jest to dobry pomysł, bo składka na ubezpieczenie chorobowe w 2021 roku wynosi zaledwie 77,31 zł. 
 

Co zrobić, aby nie korzystać z ubezpieczenia zdrowotnego?

Ubezpieczenie zdrowotne płacą niemal wszyscy w Polsce. Płacą samemu lub jest za nich opłacane przez pracodawców lub innych płatników. Emeryci, renciści, osoby prowadzące własną działalność gospodarczą, pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę i umopwę-zlecenie, rolnicy, więźniowie, bezrobotni, studenci wszyscy są ubezpieczeni zdrowotnie. Trzeba się postarać by nie być ubezpieczonym. Nawet osoby, które nie chcą się zarejestrować w Rejonowym Urzędzie Pracy mogą bezskładkowo dopisać się do ubezpieczenia zdrowotnego małżonka. Dodatkowo ZUS umożliwia dobrowolne przystąpienie do ubezpieczenia zdrowotnego. O ubezpieczenie zdrowotne trzeba zadbać! Tylko tak będzie można skorzystać ze służby zdrowia w ramach NFZ, mimo że polega ona na rozmowie z Call Center, czy innej formie zdalnego "leczenia".
 
#ubezpieczenie zdrowotne #ubezpieczenie chorobowe #zwolnienie lekarskie

Ubezpieczenie zdrowotne, a zwolnienie lekarskie

Od 1 stycznia 2021 roku polskie spółki kapitałowe mogą reinwestować swój kapitał w sposób nieopodatkowany do czasu realnego uzyskania dochodu. Ta forma rozliczenia z fiskusem nazywana jest estońskim CIT-em. Istotą tej formy opodatkowania jest uproszczenie systemu podatkowego i przesunięcie momentu naliczania podatku do momentu faktycznego zaistnienia wypłaty zysków przedsiębiorstwa dla jego akcjonariuszy, czy udziałowców. Estoński CIT jest dobrowolną formą opodatkowania. Aby się na niego zdecydować należy dobrze rozważyć wynikające z tej decyzji konsekwencje.

Cele wprowadzenia estońskiego CIT-u

Zanim zaczniemy analizę korzyści wynikających z przyjęcia estońskiego CIT-u, zauważmy, że nie obniża on wysokości płaconego podatku, a jedynie odkłada w czasie jego naliczanie. Ustawa o estońskim CIT, potocznie nazywana "ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych". Nie opiera się na zawiłej sprawozdawczości podatkowej. Według dotychczasowej ustawy CIT przedsiębiorstwa mają nałożone obowiązki dotyczące przepływu kapitałów, które de facto nie są jeszcze w dyspozycji spółki. Uwzględnianie ich po stronie przychodów zniechęca przedsiębiorstwa do inwestycji. W tym kontekście estoński CIT jest wyjściem na przeciw oczekiwaniom spółek kapitałowych. Celem wprowadzenia estońskiego CIT-u jest odłożenie konieczności płacenia zaliczek na CIT do momentu, gdy osiągany zysk będzie wypłacany udziałowcom, na przykład w formie dywidendy. W ten sposób reinwestowane zyski nie są opodatkowane, a rachunkowość finansowa podatników nie wymaga prowadzenia dodatkowych ewidencji i sporządzania sprawozdań finansowych.


Istota estońskiego CIT

Według dotychczasowych zasad przychodem podlegającym opodatkowaniu są różnego rodzaju aktywa zwiększające majątek spółki. Do takich aktywów należą również środki, które de facto nie wpłynęły nawet do spółki. CIT estoński pozwoli odłożyć w czasie opodatkowanie do czasu kiedy nie dojdzie do wypłaty z zysku. Dzięki temu nowe rozwiązanie ułatwia spółkom refinansowanie zysków. Polskie spółki nie będą płacić podatku od przychodu majątku, do czasu kiedy zysk pozostanie w obrocie inwestycyjnym w wysokości określonej w ustawie. Dodatkowo spółki te będą mogły skorzystać z uproszczonej księgowości finansowej.

 

Jak przejść na CIT estoński?

Przejście spółek kapitałowych ze starego CIT do ryczałtu od dochodu, wymaga od przedsiębiorstwa kilku czynności administracyjnych. Przede wszystkim wiąże się z koniecznością powiadomienia o swojej decyzji naczelnika właściwego urzędu skarbowego. Zgłoszenie dokonujemy na koniec miesiąca, od którego chcemy być rozliczani na zasadach estońskiego CIT. Nową formę opodatkowania w małych firmach przyjmuje się na 4 lata z możliwością przedłużenia. W przypadku dużych spółek to okres cztero-, ośmio-, a nawet dwunastoletni. W tym czasie obowiązki związane z wyliczaniem podatku będą zredukowane do minimum. Zobowiązania podatkowe powstaną dopiero w chwili przeniesienia części środków poza prowadzoną działalność gospodarczą.


Co straci przedsiębiorstwo wybierając estoński CIT?

Właściciele spółki powinni uważnie rozważyć przejście na CIT estoński. Wybór tej formy opodatkowania wiąże się z pozbawieniem ulg i możliwości korzystnych rozliczeń przewidzianych w starej ustawie CIT. Między innymi dotyczy to ulgi na działalność badawczo-rozwojową, czy możliwości odliczenia od przychodu przekazywanych darowizn.


Kto może przejść na CIT estoński?

Żeby przejść na CIT estoński spółka musi spełnić określone warunki. Przede wszystkim nowa forma opodatkowania skierowana jest do nowo powstałych spółek. Wyznaczone są odpowiednie limity przychodów, które nie wolno przekroczyć. Uwzględniono też w ustawie decyzje natury politycznej. Są ograniczenia wyłączające z estońskiego CIT-u firmy, "podejmujące działania  nieaprobowane przez decydentów". Ustawowo wskazano na podmioty nie prowadzące rzeczywistej działalności, a jedynie obracające kapitałem. Ustalono kryteria, które muszą spełnić spółki kapitałowe, aby mogły skorzystać z estońskiego CIT:
  1. Przychody osiągnięte w poprzednim  roku podatkowym nie mogą przekroczyć 100 mln zł brutto, czyli z kwotą należnego VAT, uwzględniając przychody pasywne.
  2. Przychody z podmiotami powiązanymi muszą nie przekraczać 50 %.
  3. Spółki muszą utrzymywać stały poziom zatrudnienia, minimum 3 osoby pracujące na pełen etat w ramach umowy o pracę, poza udziałowcami i akcjonariuszami.
  4. Alternatywą do poprzedniego punktu jest ponoszenie miesięcznych wydatków na płace w wysokości trzykrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, na rzecz osób zatrudnionych poza akcjonariuszami i udziałowcami. Dodatkowym warunkiem tego rozwiązania jest odprowadzanie przez przedsiębiorcę pełnych składek na ZUS i PIT.
  5. Działalność gospodarcza musi być prowadzona w formie spółki z o.o. lub spółki akcyjnej, w której udziałowcami są jedynie osoby fizyczne, a spółka nie posiada aktywów w kapitale innej spółki. Nie może również być uczestnikiem w funduszach inwestycyjnych.
  6. W pierwszym roku zwolnione z niektórych warunków są podmioty gospodarcze rozpoczynające swoją działalność.
  7. W ustawie o estońskim CIT wykluczono z możliwości skorzystania z tego rozwiązania przedsiębiorstwa finansowe, instytucje pożyczkowe, spółki działające w SSE / PSI, spółki w stanie upadłości lub likwidacji oraz podmioty, które w ostatnim okresie podejmowały określone procesy restrukturyzacyjne.
 
Źródło: Ministerstwo Finansów

Szczegóły dotyczące nakładów inwestycyjnych

Wymogiem nałożonym przez ustawodawcę na podmioty korzystające z estońskiego CIT-u jest ponoszenie bezpośrednich nakładów inwestycyjnych. Ustalono również limity środków przeznaczonych na inwestycję, liczone procentowo w stosunku do wartości początkowej środków trwałych. Nakłady inwestycyjne muszą wynosić 15 % w dwu kolejnych latach korzystania z estońskiego CIT (minimum 20 tys. zł) lub 33 % w ciągu 4 lat (nie mniej niż 50 tys. zł). Nakłady mogą dotyczyć zarówno zakupu nowych środków trwałych jak i środków przeznaczonych na ich wytworzenie. W określonych warunkach dopuszcza się leasing jak i najem środków trwałych. Wyklucza się z nakładów inwestycyjnych środki transportu służące celom osobistym udziałowców lub członków ich rodzin. Wydatkiem inwestycyjnym może być wzrost kwoty przeznaczonej na wypłaty dla osób zatrudnionych, poza udziałowcami i akcjonariuszami.

Sprawozdawczość w estońskim CIT

Decydując się na estoński CIT spółka zostaje zwolniona z obowiązku sporządzania sprawozdań finansowych wynikających z Międzynarodowych Standardów Rachunkowości sporządzanych w ramach MSSF - Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej. 

Opodatkowanie estońskim CIT-em

Do przychodów opodatkowanych estońskim CIT należą dywidendy, zaliczki na dywidendy, ukryte zyski w formie świadczeń na rzecz udziałowców,  akcjonariuszy lub podmiotów powiązanych, zysk przeznaczony na pokrycie strat, wydatki nie związane z prowadzoną działalnością gospodarczą (darowizny), itp. Wysokość zryczałtowanego podatku wynosi 15 % w przypadku małych podatników i 25 % dla pozostałych podmiotów.  W przypadku prowadzenia większych inwestycji stopa ryczałtu może być obniżona o 5%.

Podsumowując estoński CIT to przywilej w zakresie momentu wykazania dochodu do opodatkowania oraz uproszczenia ewidencji, ale nie obniża on wysokości płaconego podatku.
 
 

Ułatwienia, czy propaganda?

Projekt ustawy o wprowadzeniu estońskiego CIT był zapowiadany wraz z kolejnymi tarczami anty kryzysowymi. W ten sposób premier Morawiecki realizował PR swoich poczynań "w trosce o gospodarkę". Estoński CIT ma chronić wypracowany w Polsce kapitał przed jego transferem za granicę. Gwarantować stabilność zatrudnienia. Zwiększać kapitał spółek i zapewniać ich stabilność finansową. Wpływać na rozwój gospodarczy Polski. Co ciekawe troszcząc się o spółki kapitałowe, nie zdjęto obciążeń księgowo-fiskalnych z drobnych działalności gospodarczych prowadzonych przez osoby fizyczne, których dochody są poniżej kwoty wolnej od podatku jaka jest w krajach Europy Zachodniej. Nie zwolniono z obowiązku płacenia składek na ubezpieczenia zdrowotnego osób, które wykonują działalność dodatkowo, poza świadczeniem normalnej pracy na etacie. Przychody tych osób są często poniżej wysokości składki zdrowotnej. Nie dostali oni od państwa żadnej pomocy w związku z pandemią, mimo że płacą podatki. W efekcie po raz kolejny wprowadzono ułatwienia jedynie dla spółek kapitałowych, w których od lat siedzą politycy, partii rządzącej.  


Dlaczego CIT estoński nie jest popularny?

W ordynacji podatkowej liczy się prostota i przejrzystość zasad. Tak miało być z estońskim CIT, ale wyszedł z tego "podatek narodowy". Pomimo powszechnego promowania nowego podatku przez Ministerstwo Finansów mało jest zainteresowanych nową formą rozliczenia CIT. Przede wszystkim, zasady jego wprowadzenia są zagmatwane, a elementy politycznej uznaniowości zniechęcają do skorzystania z niego. Doświadczenia z polskim prawodawstwem od czasu, gdy PiS wprowadził władzę autorytarną dowodzą, że każdego dnia interpretacja przepisów może być różna. Do tego dochodzą wymuszenia płacenia haraczu na rzecz prominentnych polityków i organizowanych przez nich "akcji". 

Ograniczenia podmiotowe

Przede wszystkim ograniczona jest liczba spółek, które mogą skorzystać z estońskiego CIT. Wykluczone są spółki komandytowe i spółki jawne. Ograniczono przychód do 100 mln zł i wykluczono spółki, w których udziałowcami są osoby prawne. Nawet w przypadku spełnienia niezrozumiałych kryteriów pojawia się zagrożenie wynikające z konieczności utrzymania personelu pracowniczego i wysokości ich płacy. To w czasach pandemii jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. To jawne przerzucanie na pracodawców odpowiedzialności za niekonstytucyjny lockdown i bezrobocie. 

 

Przypominają się działania ministra zdrowia, który zaleca lekarzom powstrzymanie realizacji świadczenia terminowych usług medycznych z powodu pandemii, a następnie finansowe karanie szpitali i lekarzy za brak ich wykonywania. Polacy na tym się poznali. Tak wyglądają rządy PiS. 
Propaganda, kłamstwa i restrykcje finansowe. Najpierw propozycje, sugestie i zalecenia, potem drakońskie kary nakładane przez sanepid, nie oparte o żadne przepisy.

 

Przygotowania poprzedzające przejście na estoński CIT

W informacjach o estońskim CIT dużo mówi się o tym, że będą ułatwienia w prowadzeniu księgowości, gdy się z niego skorzysta. Pomija się przy tym ogrom pracy jaką należy włożyć, żeby dokładnie rozliczyć okres poprzedzający przyjęcie nowego opodatkowania. Ustawodawca w ten sposób zabezpiecza możliwość naliczeniem odpowiedniego podatku. Cofnięcie ryczałtu będzie się wiązać z pełną konsekwencją podatkową dla podatnika, tak jakby zalegał z niezapłaconym podatkiem. 
 

Utrata przywilejów wynikających z dotychczasowym opodatkowaniem

Niezwykle dotkliwa może być dla podatników utrata przywilejów wynikających z dotychczasowego opodatkowania CIT. W czasach kryzysu wywołanego koronawirusem jednym z ważniejszych przywilejów jest ulga na złe długi. To niezwykle niepokojące zubożenie przywileju. Kryzys spowodował przerwanie więzi kooperacyjnych i doprowadził do zatorów pieniężnych. CIT estoński przyjmujemy na 4 lata, a nie wiadomo co będzie z naszą działalnością za tydzień. Przecież przeprowadzenie restrukturyzacji jest nie możliwe.



Niekorzystna stawka zryczałtowanego CIT

Analiza profilu działalności i wysokość należnej stawki ryczałtu na rzecz estońskiego CIT zniechęca do tej formy opodatkowania. Dotychczasowy podatek jest po prostu niższy i nie ma konieczności spełniania niekorzystnych dla firmy zobowiązań. Do tego musimy się liczyć z ogólnym kryzysem. Ciężka sytuacja udziałowców może zmusić ich do zaciągnięcia pożyczki w spółce, w której są współwłaścicielami. W przypadku estońskiego CIT-u trzeba będzie od tego zapłacić podatek.

Skomplikowana księgowość

Fikcją jest również uproszczenie rozliczeń finansowych. W przypadku ryczałtu CIT-u estońskiego mamy wyróżnione 7 rodzajów źródeł naliczania podatku. W starej ustawie na zasadach ogólnych jest ich jedynie 4. Nie bez znaczenia jest również pionierskie przecieranie szlaku w nowej ordynacji podatkowej. Wiemy dobrze ile błędnych interpretacji podatkowych występuje w przypadku ustaw pisanych na kolanie, które są głosowane nocami przez PiS. Każda nowy system podatkowy jest obciążony sporymi błędami, chaotycznie interpretowanych przez urzędników, z którymi na końcu musi się zmagać podatnik. Pamiętajmy, że prace nad tą ustawą były prowadzone w formie zdalnej. Rozpoczęły się w czasach drugiego ataku pandemii, zaledwie dwa miesiące przed ich wprowadzeniem w życie.

Czy estoński CIT ma sens?

Rozważając wszelkie za i przeciw można przyjąć, że estoński CIT ma sens. Powściągliwość podatników w jego przyjęciu wynika głównie z kryzysu wywołanego pandemią, jak i małą wiarygodnością obecnego rządu i systemu prawnego z jakim spotykamy się na co dzień od czasu przejęcia rządu przez PiS. Pewnie, za kilka lat, gdy do Polski powróci demokracja i praworządność, uda się przeprowadzić konsultacje społeczne, a w zmienionej formie estoński CIT będzie korzystnym motorem napędowym do wzrostu gospodarczego Polski. 
 

#estoński CIT #CIT estoński #spółki kapitałowe # ryczałt od dochodów spółek kapitałowych #inwestycje #refinansowanie zysku

CIT estoński

Czy inflacja może być skutkiem ubocznym pandemii Covid-19? Ekonomiści na świecie są zaniepokojeni brakiem odpowiedzialności w emisji pieniądza w niektórych krajach europejskich uważanych dotąd jako wiarygodne gospodarczo. Najbardziej nieodpowiedzialna ekonomicznie jest ekipa rządząca w Polsce, gdzie inflacja w styczniu tego roku osiągnęła 3,6 % w skali rok do roku. Drugie miejsce zajmują Węgrzy z inflacją 2,9 %, Czechy 2,2 % oraz Rumunia 2 %. Piąte miejsce zajmuje Szwecja, w której inflacja jest o połowę niższa niż w Polsce. Co ciekawe Grecja, w której rządy populistów kilka lat tema doprowadziły do silnego kryzysu finansowego ma deflację na poziomie 2,4 %. Jak to się ma do pandemii i nieodpowiedzialnych rządów narodowo-socj alistycznych, które w imię "patriotyzmu" rujnują gospodarkę w swoich krajach? 


Rządy na Węgrzech

Rząd Węgier oprócz haseł populistycznych bazuje na bliskiej przyjaźni między Orbanem i Putinem. Związki gospodarcze między tymi krajami są najsilniejsze od krwawej rewolucji w 1956 roku. Orban jak hybrydowy wojownik bez skrupułów niszczy Unię Europejską od środka. Nie boi się konsekwencji bo ma zapewnione wpływy finansowe z Rosji. Premie za swoją działalność zbiera na każdym kroku. To wymierna pomoc Rosji. Widać ją od kredytów na budowę rosyjskich elektrowni atomowych, po szczepionki Sputnik, która mają uchronić węgierskie społeczeństwo przed pandemią. Jednak polityka przekupstwa elektoratu kosztuje, a do tego dochodzi izolacja od inwestycji europejskich. Dlatego nie dziwi druga co do wielkości inflacja w Europie.


Inflacja największym sukcesem Polski

W Polsce PiS nie ukrywa, że podąża drogą Węgier. Bez skrupułów kupujemy od Rosji węgiel kradziony na Ukrainie. Dla ogłupienia elektoratu prowadzono w Polsce politykę miłości do Trampa, ale szybko okazało się że Kaczyński ma jedynego prawdziwego przyjaciela na Kremlu. Propaganda PiS ukrywa największą w Europie inflację nazywając ją sukcesem w walce z mafią VAT-owską. Ogłosił to w dniu 24 lutego 2021 roku premier Morawiecki, bankier, milioner, twarz dobrej zmiany PiS. Struktura kłamstwa jest prosta. 
 
 
To nie JPK i inflacja, a "Walka z mafią VAT-owską" daje coraz większe wpływy z podatku VAT. Gdy okazuje się, że jedynymi skazanymi przestępcami karuzeli VAT są członkowie rządu Morawieckiego i prominenci partyjni, premier kontratakuje kłamstwem. Nie może inaczej bo jedynym "odzyskiem" z przestępstw VAT-owskich są "zabezpieczenie" środków należących do nielicznych zatrzymanych. Środki te są na poziomie kilkudziesięciu milionów i nie mają żadnego udziału w zasileniu budżetu państwa, nie mówiąc o jakichkolwiek źródłach dofinansowania wydatków celowych, o których Morawiecki kłamał w kampanii wyborczej. Może się okazać, że ubiegłoroczna afera respiratorowa, bezprawny drukiem kart wyborczych, zakup maseczek, czy organizacja szpitali narodowych z których nikt nie może skorzystać dają większe straty niż wirtualne osiągnięcia z walki z mafią VAT-owską. Do tego wychodzą na jaw kolejne afery dotyczące chociażby prezesa Orlenu.
 
 

Większe wpływy z podatku VAT

Kłamstwo Morawieckiego dotyczące wysokiej ściągalności VAT jest szczytem hipokryzji. Premier zamiast odpowiedzieć na jasno postawione pytanie odnośnie ilości pieniędzy "zabranych" mafiom VAT-owskim mówi o tym, że do budżety wpływa więcej pieniędzy z podatków. W ten sposób ukrywa oczywiste czynniki wzrostu przychodów z podatku VAT, którymi jest wprowadzenie JPK i coraz większa inflacja. To zwykła kreatywna księgowość PiS-owskiego premiera, typowa dla nieuczciwych bankierów. Przede wszystkim wyższe wpływy z VAT są dzięki uszczelnieniu systemu poprzez wprowadzenie JPK. Ciężko jest o tym mówić bo uszczelnienie VAT wprowadzono we wrześniu 2015 roku za rządów koalicji PO i ZSL. PiS, którego członkowie trudnią się karuzelami wyłudzeń VAT był wówczas przeciw wprowadzeniu Jednolitego Systemu Kontrolnego. Dla Kaczyńskiego JPK był osobistym zagrożeniem jego wpływów finansowych. Teraz Morawiecki sobie przypisuje zasługi poprzedników, co jest typową obłudą tego człowieka.

 

Wzrost cen to wyższe wpływy do budżetu

Wzrost inflacji to coraz wyższe ceny różnych dóbr. Tylko w ubiegłym roku energia elektryczna zdrożała w Polsce o 10,5 - 13 % dla firm i 20 % dla odbiorców indywidualnych. Ceny energii jako pierwsze przekładają się na wzrost ceny produktów. Skoro wzrost cen prądu jest o 13 % to idąc tokiem myślenia Morawieckiego wpływy z VAT do budżetu powinny wzrosnąć więcej niż 8 %. Do tego dochodzi upolitycznienie głównego producenta paliw i prądu, który aktywnie zaczął wspierać PiS realizując polecenia zakupowe prezesa Kaczyńskiego. W ten sposób płacąc za energię elektryczną robimy prezent PiS w postaci zawłaszczenia wolnych mediów, na razie lokalnych. To model żywcem przeniesiony z Rosji.


Metody pobierania podatków przed sprzedażą towarów

Ludzie, którzy przeżyli wojnę często opowiadają dowcip o dobrym tacie. Tata gdy, zdobył chleb kładł go na stole i zaczął swoim dzieciom opowiadać o kiełbasie, baleronie, szynce... Gdy ich oczy zaczęły wypełniać smakowe marzenia podsuwał im suchy chleb, żeby nie jedli wirtualnej wędliny bez pieczywa.


Od zdobycia władzy przez PiS, Morawiecki wprowadził szereg przepisów opóźniających zwrot nadpłaconego podatku VAT. Dodatkowo wprowadzono odwrócone obciążenie i subkonto VAT-owskie. Dzięki temu w sposób naturalny państwo polskie żyje na kredyt podatników, a premier może po raz kolejny ogłupiać swój elektorat wyższymi wpływami ze ściągalności podatków. Niezrozumiane jest również pobieranie od branży gastronomicznej opłaty za koncesje na alkohol. Lokale są od dawna zamknięte, ale Morawiecki jak herszt mafii ciągle pobiera od nich haracz za wirtualne prawo do sprzedaży alkoholu. 
 
 

Inflacja, a płace

Z kłamstwem rządu "o mafii VAT-owskiej", inflacji i niespotykanym wzroście wpływów z podatków wiąże się jeszcze jedno kłamstwo. To kłamstwo o opiekuńczym państwie, wzroście płac, zasiłków dla bezrobotnych i świadczeń emerytalnych i rentowych. Coraz więcej z tych środków zabiera inflacja. W przypadku najniższych świadczeń podwyżka nie pokryje nawet wzrostu cen odbioru nieczystości. Opłacenie podwyżki wody, ścieków, prądu, będzie wiązało się z rezygnacją z zakupu lekarstw, czy żywności. Jak mówią najubożsi coraz więcej artykułów, zwłaszcza warzywa i owoce stają się luksusem. To jest wynik inflacji.  
 

Inflacja w historii gospodarczej

Od początku, gdy wymyślono pieniądz jako środek płatniczy pojawiło się ryzyko inflacji. Pieniądz był wyższą formą wymiany towarowej. Ludzie pierwotni dzieląc się obowiązkami w systemie współistnienia wymieniali się dobrami. Rolnicy, rybacy, myśliwi specjalizowali się w pozyskiwaniu różnych dóbr, które potem wystawiali do wymiany z innymi. Wartość towarów była kształtowana przez popyt i podaż. Pieniądz był podniesieniem kultury wymiany. Nie zmuszał do wymiany bezpośredniej. Umożliwiał kumulację środków. W celu uniknięcia niekontrolowanej podaży środków płatniczych pieniądze wytwarzano z metali szlachetnych, głównie srebra i złota. Gdy emisję pieniądza ograniczono do banków centralnych, powiązano wytwarzanie środków płatniczych z parytetem złota. W ten sposób banki centralne gwarantowały zdolność płatniczą swoich pieniędzy.
 
 

Hiperinflacja

W XX wieku emisja pieniądza stała się sposobem walki o utrzymanie władzy, czy ratowanie pozycji gospodarczej kraju. Jedna z najbardziej znanych inflacji jaka wydarzyła się w historii miała miejsce w Niemczech po I Wojnie Światowej w latach 1918-1923. Niemcy były zmuszone do wypłaty odszkodowań i reparacji wojennych. Najprostszym wyjściem by ograniczyć wysokość spłaty była hiperinflacja, która prowadziła do chaosu walutowego. W efekcie doszło do rozkładu gospodarki niemieckiej. Również przedsiębiorcy niemieccy nie byli zainteresowani wzmocnieniem marki. Większość z nich korzystała z kredytów o stałym oprocentowaniu zaciągniętych w bankach państwowych. Inflacja ułatwiała im spłatę zadłużenia. W 1922 roku reparacje wojenne jakie mieli zapłacić Niemcy przeliczono na złoto. W ten sposób skończyła się hiperinflacja w Niemczech.
 

Inflacja w historii Polski

Również Polska doświadczyła galopującej inflacji w latach 1980-1990. Przed wojną reforma walutowa Grabskiego wprowadzona w 1924 roku uratowała nasz kraj przed transferem hiperinflacji z Niemiec. Za to okres PRL-u poza krótkim epizodem z Oskarem Lange w czasach rządów Gomułki był całkowicie podporządkowany polityce PZPR. Pieniądze drukowano w zależności od ilości protestów społecznych. Nie obowiązywały żadne zasady ekonomiczne.
 

Inflacja negatywna i pozytywna

Przez dziesiątki lat inflacja była postrzegana jako zjawisko negatywne prowadzące do kryzysu ekonomicznego. Funkcjonowało pojęcie "gorącego pieniądza", czyli takiego, który gwałtownie tracił na wartości. W efekcie tego tracą niemal wszyscy, ale najbardziej najubożsi i gospodarka. Przykładem pozytywnej inflacji są Włochy. W latach 1960-1980 prowadzono tam kontrolowaną inflację w celu pobudzenia konsumpcji i inwestycji. Ciągły wzrost cen powodował, że gromadzony kapitał musiał być szybko inwestowany by nie tracił na wartości. W efekcie państwo było biedne, ale społeczeństwo pomnażało swój majątek. Oczywiście by taki układ funkcjonował potrzeba stworzyć podaży odpowiedni popyt. Nieco inne były powody zwiększonej emisji środków płatniczych w Szwajcarii i USA. W tych przypadkach dodruk pieniędzy służył zrównoważeniu bilansu handlowego na rynku zewnętrznym. Fran szwajcarski, czy dolar stał się pożądanym produktem inwestycyjnym. To doprowadziło do wzrostu kursu tych walut, a w efekcie do spadku opłacalności eksportu i zahamowania produkcji na rynku wewnętrznym. W przypadku Szwajcarii dodatkowo obniżyło ściągalność kredytów, a banki utraciły wiarygodność dla kredytobiorców.
 


Inflacja, a pandemia

Lockout  z pewnością przyczynił się do problemów z utrzymaniem dotychczasowej działalności wielu firm. Ucierpiały niemal wszystkie sektory działalności gospodarczej. Firmy zajmujące się produkcją, handlem, usługami mają realne widmo bankructwa. Dochodzi do całkowitej likwidacji działalności. Najgorsza jest niepewność, czy to już jest koniec? Czy kiedykolwiek będzie tak jak dawniej? W tej perspektywie rządy wielu pastw walczą o utrzymanie gospodarki. Robią tak poprzez dotacje i obniżki podatków. Rządy dbając o swoich podatników mają świadomość, że dodruk pieniądza może wywołać impuls inflacyjny. Decydują się na te działania by ratować fundamenty państwa. Niestety rząd w Polsce nie dba o Polaków i ich dalszy byt. Jedynymi inwestycjami PiS jest propaganda i przekupstwo wyborcze swojego elektoratu. To powoduje utratę siły nabywczej pieniądza i brak poszanowania pracy jako źródła dochodu. 
 
 
Galopujący wzrost cen energii w związku zakupem lokalnych mediów i brakiem spójnej polityki energetycznej opartej o źródła odnawialne wywołał inflację na skalę nie spotykaną od lat. Nie jest to inflacja związana z pandemią, czy ratowaniem przedsiębiorców. To typowa inflacja wywołana działaniami zmierzającymi jedynie do pozostania PiS przy władzy. Kolejne marnotrawienie naszych pieniędzy na szkodę Polski. Takie głosy już płyną do Polski i Węgier ze strony senatorów USA i to nie tylko demokratycznych. Taka polityka z pewnością cofnie rozwój gospodarczy naszego kraju o 30-40 lat. Do tego zniszczenie gospodarki ograniczy ilość środków finansowych niezbędnych służbie zdrowia.
 
#inflacja #hiperinflacja #pandemia #koronawirus #lockout

Inflacja, skutek uboczny pandemii?

Ciężko jest prowadzić własną działalność gospodarczą w czasach, gdy ulice naszych miast opanowały zorganizowane grupy polskiego OMON-u, złożone z zaangażowanych politycznie sadystów i damskich bokserów. Smutne, że ich jedynym celem jest wypełnianie poleceń politycznych partii, która zaprowadziła w Polsce dyktaturę Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry. Ciężko jest o tym nie pisać bo Strajkujące Kobiety są obecnie najbardziej widoczną grupą, która chce zmian w Polsce. Śmiało artykułującą swoje żądania. Pozwalają zachować nam twarz, w trakcie, gdy my jako społeczność nic nie robimy, godząc się na anarchię, która towarzyszy nam na co dzień. Najgorsza w naszej działalności jest niepewność. 
 
 
Powołując się na pandemię rząd "wprowadza" podczas konferencji prasowych różne pomysły dotyczące restrykcji, czy dotacji dla korzystnych mu w danej chwili branż. Przypomina to trochę zarządzanie Ameryką przez Twitty Donalda Trumpa. Jednak nasz rząd zapomina potem uchwalać do swoich pomysłów prawo w ustawach, czy rozporządzeniach. Nawet ustawy uchwalone przez sejm i senat, podpisane przez prezydenta nie są kierowane do legislacji, na zasadach "nie, bo nie". Przez to nie stanowią prawa, i należy je traktować jako zalecenie, a nie prawo. W tym kontekście należałoby każdą wypowiedź premiera traktować jak hejt lub PR. Jednak nam Polakom nie stosowanie się do tych propagandowych zaleceń, jest traktowane przez Policję, GIS, ZUS czy urzędy Kontroli Administracji Skarbowej jako łamanie prawa sankcjonowane wysokimi karami byle z jakiego powodu. Tak wygląda "polska praworządność", przez którą niedługo pewnie wyrzucą nasz kraj z Unii Europejskiej. Dlatego mamy dużo uznania dla odważnych polskich kobiet i wspieramy ich walkę o przywrócenie demokracji w Polsce.
  

Uproszczona faktura do 2020 roku

W roku 2016 do przepisów dotyczących VAT (ustawa z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług)  wprowadzono kilka uściśleń w zakresie fakturowania. Artykuł 106 określa co powinna zawierać faktura VAT, a jakie elementy można pominąć w fakturze uproszczonej - art 106e ust. 5 pkt 3 i ust. 6. Określono kiedy można wystawić fakturę uproszczoną. Bazową kwotę określono na do 450 zł (100 euro) zgodnie z art. 399 i 400 dyrektywy 2006/112/WE. Do 2020 roku faktura uproszczona była prawem, ale nie obowiązkiem podatnika. O tym jaki rodzaj faktury będzie zastosowany do kwoty 450 zł decydował sprzedawca. 
 
 

Dane na fakturze uproszczonej

Jak sama nazwa wskazuje, faktura uproszczona nie wymaga takiej samej ilości danych co faktura pełna. Tym samym ograniczono liczbę obowiązkowych elementów z 12 do 9. Faktura uproszczona nie musi już zawierać wszystkich danych nabywcy, a jedynie jego numer nip. Sprzedawca nie musi podawać miary i ilości dostarczanego towaru, ceny netto towaru, wartości netto dostarczanych towarów, podsumowania stawek podatku VAT z podziałem na grupy procentowe, w tym pozycji zwolnionej z podatku. W efekcie tak ograniczony zakres danych umożliwił łatwiejsze dokonywanie wydruku przy pomocy paragonów, które umożliwiły wykorzystanie ich jako faktury uproszczone. Jedynym warunkiem było umieszczenie numeru NIP odbiorcy na paragonie. 
 
 

Numer NIP na paragonie

Przyczyną konieczności umieszczania numeru NIP na paragonach było nieuczciwe skupowanie paragonów, od przypadkowych osób, głównie przed sklepami budowlanymi. W ten sposób osoby prowadzące działalność gospodarczą na podstawie zdobytych paragonów domagały się wystawiania faktur od sprzedawców. W efekcie fiskus wprowadził zasadę, że do paragonu można wystawić fakturę jedynie w momencie dokonywania transakcji, lub terminie późniejszym, o ile na paragonie będzie numer NIP nabywcy. Pisaliśmy o tym w kwietniu 2018 roku. System wystawiania faktur do paragonów fiskalnych z numerem NIP obowiązywał do 15 października 2020 roku. Jednak taka forma późniejszego wystawiania faktur przyczyniła się do podwójnego księgowania przez nabywców dokumentów zakupu. Księgowali oni jednocześnie paragon z numerem NIP, jak i fakturę wystawioną do tego paragonu. Dlatego jesienią 2020 roku fiskus postanowił ujednolicić system w celu uzyskania przejrzystości i ogłosił "Objaśnienie" w tej sprawie...

 

Uproszczona faktura, a JPK VAT

Przez wprowadzenie 1 października 2020 roku JPK VAT rejestrowanie dokumentów księgowych w ewidencjach VAT zakupu i sprzedaży nasunęło osobom zajmującym się księgowością wiele wątpliwości i niepokojów. Nawet drobne pomyłki w datach, numerze faktury, numeru NIP kontrahentów będzie wychwycone przez urząd skarbowy i traktowane bez stosownej korekty, jako błąd uniemożliwiający odliczenie podatku VAT. Do tego podwójne księgowanie paragonów z numerem NIP i faktur uproszczonych wprowadzało dodatkowy bałagan. Wprawdzie Ministerstwo Finansów ogłosiło, że od 2021 roku paragony z numerem NIP będą księgowane osobno w JPK VAT, ale mimo to z dniem 16 października 2020 roku Ministerstwo ogłosiło "Objaśnienie podatkowe" dotyczące uznania paragonów fiskalnych za faktury uproszczone. PDF do Objaśnienia MF .

 

Objaśnienie MF z dnia 16 października 2020 roku.

Problemy w księgowości wielu podatników zostały rozwiane dzięki Oświadczeniu MF w sprawie paragonów fiskalnych i faktur uproszczonych. Podkreślono w nim, że stosowanie paragonów fiskalnych z numerem NIP, równoważnych fakturze uproszczonej jest jedynie możliwością stosowaną przez sprzedawcę, na którą nabywca nie musi wyrazić zgodę! 
 
W przypadku dokumentowania sprzedaży na kwotę nieprzekraczającą 450 zł (lub 100 euro) paragonem fiskalnym zawierającym numer NIP nabywcy, który stanowi w istocie fakturę uproszczoną, sprzedawca nie może wystawić się z tego tytułu kolejnej pełnej faktury.

Jeżeli nabywca chce otrzymać fakturę standardową dokumentującą sprzedaż na kwotę nieprzekraczającą 450 zł albo 100 euro, powinien wówczas wyrazić swoje żądanie zanim sprzedawca zfiskalizuje sprzedaż za pomocą kasy rejestrującej. W takim przypadku sprzedawca nie powinien ujmować sprzedaży na kasie rejestrującej, tylko powinien wystawić nabywcy fakturę standardową, według przepisów dotyczących wystawiania faktur.

UWAGA !

Taka interpretacja przepisów podatkowych, przy pomocy "Objaśnienia" Ministerstwa Finansów" to jest całkowite wywrócenie ordynacji podatkowej!  Zmiana ta dowodzi, że w MF panuje kompletny bałagan w znajomości i zarządzaniu przepisami podatkowymi, które tworzą w Polsce. Przypominamy, że jeszcze w czerwcu br. MF nakazywało sprzedawcom wystawianie faktur do paragonów fiskalnych z numerem NIP. Teraz, w trakcie roku podatkowego, bez żadnego Vacatio legis, Ministerstwo Finansów zmienia interpretację przepisów o 180 °. 

Czy "Objaśnieniem" można zmieniać sens ustawy podatkowej?

Co z automatami do druku faktur na podstawie paragonów zakupionymi przez sklepy?

Jak to wszystko będzie rozliczane w skali roku podatkowego? 

 

#VAT #faktura standardowa #faktura pełna #faktura uproszczona # paragon fiskalny z NIP #JPK VAT #objaśnienia podatkowe #wystawianie faktur 2020

Paragon fiskalny jako faktura uproszczona